SOMETHING TO HAPPEN

.

Tytuł:
„Something to happen”

Wykonawca:
Lilly Hates Roses

Data premiery:
30 lipiec 2013

.

Kiedy przeglądamy portale społecznościowe, portale plotkarskie, kolorowe gazety, widzimy, że roi się w nich od tzw. celebrytów. Jedni znaleźli się w nich za sprawą swojego „talentu”, inni przez czysty przypadek, jeszcze inni zaistnieli pokazując światu swój talent (tak, tak, tu bez cudzysłowu). Chociaż ten ostatni przypadek pojawia się bardzo rzadko. Dlaczego? Część tych naprawdę zdolnych artystów, a nie „artystów”, nie widzi sensu w pokazywaniu się na ściankach, nie lubi tego lub po prostu obywają się bez tłumów paparazzich, cenią sobie prywatność i spokój. Innymi utalentowanymi media się nie zainteresowały, a przynajmniej nie w tak wielkim stopniu. Wydaje mi się, że to jest z jednej strony błogosławieństwem, bo już powszechnie wiadomo, że show biznes to jedno wielkie kłamstwo.

Ciężko dzisiaj znaleźć dobry zespół, obdarzony wyjątkowym wokalem, brzmieniem. Na Lilly Hates Roses natknęłam się przez przypadek. Ale kiedy odsłuchałam pierwszy kawałek na YouTube’ie postanowiłam sobie, że nie odpuszczę i zdobędę płytę. Ach, czasami ten ośli upór się przydaje!

Na płycie, zatytułowanej „Something to happen”, znajduje się jedenaście magicznych utworów, w większości skomponowanych przez poznańskiego gitarzystę, Kamila Durskiego. W Lilly Hates Roses towarzyszy mu młoda dziewczyna o anielskim głosie, Kasia Golomska, pochodząca z Torunia. Pierwsze wzloty zespołu zaczęły się, kiedy dwójka artystów nagrała „Youth”, swój pierwszy przebój, z którym wygrali konkurs organizowany przez Empik – Make More Music, po czym podpisali kontrakt z Sony Music Poland.

Piosenki utrzymane są w klimacie amerykańskiego indie-folku. W życiu bym nie pomyślała, że taka płyta ustrzeli sobie u mnie dziesiątkę! A jednak, stało się. LHR owinęli mnie sobie wokół palca. Przesłuchałam płytę od początku do końca, nie przerywając sobie ani na minutę. Dwie piosenki napisane są w języku polskim, pozostałe po angielsku. Niesamowite, że gitara i dwa idealnie dopełniające się głosy potrafią zgrać się w tak przepiękną całość. Kasia i Kamil tak płynnie śpiewają po angielsku, iż z początku myślałam, że to jakiś zagraniczny duet, a tu BAM!, niespodzianka. Nazwa zespołu sprawiła, że nawet nie pomyślałam, o tym, że to mógłby być nasz „własny” duet, z Polski, naszej ojczyzny. W dużym stopniu zmyliła mnie Kasia, która niezwykle płynnie i czysto śpiewa po angielsku. Istny anioł! A męski, czarujący głos Kamila jest jak wisienka na torcie.

Piosenki nie są podrzucone LHR, ale przez nich samych napisane, za co już na starcie mają u mnie plusa. W dodatku przemawia przez nich skromność, pokora, co bardzo cenię u dzisiejszych artystów. Drugie dno utworów sprawia, że nie sposób przesłuchać ich obojętnie. Kiedy słucham LHR czuję dumę, że w Polsce są jeszcze osoby świadome swoich dzieł, które postrzegają świat w wyjątkowy sposób, nadając mu swoją obecnością ciepła i pozytywnej energii.

Lilly Hates Roses nie bez powodu porównywani są do Gotye i Kimbry. Mam nadzieję, że ich kawałek wstrząśnie kiedyś światem tak samo, jak zrobił to „Somebody that I used to know”. Życzę im jak najlepiej!

5,5/6

Płytę można kupić na 
http://www.empik.com/something-to-happen-lilly-hates-roses,p1076098391,muzyka-p

Za płytę Lilly Hates Roses dziękuję empik.com :)

Sklep internetowy empik.com

→ by Raven Stark

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.