POWÓD BY ODDYCHAĆ

Tytuł: „Powód by oddychać”
.
Autor: Rebecca Donovan
.
Wydawca: Wydawnictwo Feeria
.
Data premiery: 10.09.2014
.
Ilość stron: 493
.
Pisarze, od tych tak dziś popularnych młodzieżówek oczywiście, najczęściej zajmują się tematyką fantastyczną, paranormalną, parapsychologią, czymś, o co trudno u przeciętnego nastolatka. Bawią się oni fantazją, tworzą nowe światy, krainy, nadają życia, cech, niezwykłych zdolności istotom wyśnionym, sprawiają, że nic nie jest niemożliwe. Czytelników zaś obdarowują niezłomną nadzieją, wiarą, że nawet z najgorszych sytuacji można wybrnąć z uśmiechem na ustach. Co jeśli już dawno utraciliśmy wiarę?
Rebecca Donovan podjęła się niezwykle trudnego tematu. Czegoś, co większość ludzi jej podobnych omija szerokim łukiem. Bo, bądź co bądź, jest to niezwykle ważny i poważny temat.

Każdy z nas boryka się na co dzień ze swoimi problemami. Jedni nie są pewni, czy poradzą sobie na nadchodzącym teście z biologii, inni co zrobić, żeby nie zaspać na zajęcia. Większość dziewczyn dopadła choroba pospolita, określana jako ,,nie wiem”. ,,Nie wiem” w co mam się jutro ubrać, ,,nie wiem”, czego mama ode mnie chciała, ,,nie wiem” co powiedzieć rodzicom, żebym mogła spokojnie wymknąć się na nocną imprezę… etc., etc.

Emma ma inne utrapienie. I pomyśleć, że tylu ludzi, zwłaszcza młodych, doświadcza tego samego. Czasami nawet nie chcą, wręcz nie pozwalają, żeby ktoś im pomógł.

Po śmierci ojca nastolatki, matka Emily popada w alkoholizm. Em zmuszona jest do zamieszkania z bratem zmarłego rodzica, jego żoną, Carol, i dwójką małych dzieci. Pewnie gdyby od razu wiedziała, w co się pakuje, wolałaby iść do Domu Dziecka, niż do wujostwa…

Mijają cztery lata. HAHAHAHA! Ha. Mijają, mhmm, akurat! Raczej Emily się przez nie przeczołguje, docierając do końca doby i z desperacją wyciągając ręce ku kolejnej. Cztery lata piekła. Zdajecie sobie sprawę z tego, jak wielu ludzi każdego dnia jest maltretowanych za nic, prawda? Cóż, może jednak powinniście.

Mimo bólu, jakiego każdego dnia doznaje przez niekontrolowane wybuchy ciotki, Emily brnie dalej przez życie. Usilnie wmawia sobie, że jak przetrwa jeszcze te niespełna siedemset dni, to w końcu będzie się mogła wyprowadzić. Nigdy nie narzeka, nie skarży się, nawet najlepszej przyjaciółce, choć ta nie raz ją namawia. Milczy. Znosi ból cierpliwie, bo wie, że gdyby zgłosiła sprawę do odpowiednich władz, jej mały kuzyn z siostrzyczką zostaliby pozbawieni matki, szczęśliwego życia. A tego Emma nie jest w stanie dokonać. Nie ważne, że jej ciało pełne jest siniaków, być może także źle zrośniętych kości. Przez wzgląd na miłość do tych, którzy nie są jeszcze skalani złem, nikomu nie powie o tym, że cierpi.

Światełkiem w brudnym, ciemnym tunelu wydaje się być nowo przybyły chłopak. Evan usilnie chce poznać Emily, choć ta uparcie powtarza mu, że nie ma w niej niczego interesującego. Z biegiem czasu mury Emmy, tworzące warstwę ochronną przed światem, zaczynają się kruszyć. Czy dziewczyna gotowa jest zaryzykować wszystko, nawet bezpieczną przyszłość?

,,Powód by oddychać” to historia biednej dziewczyny, tak straszliwie poturbowanej przez życie. Każda sekunda, jaką przebywa w domu jest fizyczną, a także psychiczną męką. Niezwykle poruszająca i chwytająca za serce lektura. Nie mogłam się od niej oderwać. Książka została napisany w tak idealny sposób, że kiedy bohaterka płakała, cierpiała, moje serce łamało się na pół, gdy się cieszyła, i ja się uśmiechałam. Koło dzieła Donovan nie da się przejść obojętnie. To coś więcej niż zwykły wyciskacz łez, niż ,,coś na odstresowanie”. To poważna książka o sile przyjaźni, o szczęściu i sile, jaką może dać miłość, o nieodwzajemnionej dobroci.

Koniec, epilog powala na kolana. I choć tysiące łez zrosiły powierzchnię dookoła książki i zużyte chusteczki walają się po podłodze koło łóżka, za nic w świecie nie powiem, że żałuję, że wzięłam się za czytanie tej książki. Chociaż nie, żałuję. Żałuję, że zrobiłam to tak późno.

Tą recenzją chciałabym oddać hołd tym, których serca nie wytrzymały cielesnych katorg. Których serca przestały bić. A także tym, którzy przeżywają ten koszmar codziennie.

I tu moja odezwa do Was. Jeśli zauważyliście jakiekolwiek działania tego typu, błagam, zgłoście to niezwłocznie. Zachowując to w tajemnicy, tak naprawdę dokładacie się do zadawania cierpienia niewinnym.

Dawno nie spotkałam książki, która wstrząsnęła by mną na takiej płaszczyźnie. Zaskakująco dobra!

6/6

Za tę pouczającą lekcję z „Powodem by oddychać” dziękuję Wydawnictwu Feeria.

 → by Raven Stark

ZŁA KREW

 Tytuł: „Zła Krew”
.
Autor: Sally Green
.
Wydawca: YA! GW Foksal
.
Data premiery: 10 wrzesień 2014
.
Ilość stron: 393
.
Jakie to fascynujące, że istnieje coś takiego, co po paru godzinach potrafi diametralnie zmienić człowieka. Ludzie nazywają to książkami.  Niby lekkie, niepozorne, niespecjalnie warte zachodu, a potrafią narobić tyle zamieszania. Zadziwiające, prawda?
.
Wieki temu, choć w niektórych przypadkach, eckhm!, jeszcze to nie nastąpiło, narodziła się wyobraźnia, myślenie abstrakcyjne.
.
Dziesięć liter. Cztery sylaby. Jedno jakże potężne słowo.
.
Zaczęto rozmyślać, co by było, gdyby…?, jeśli dodam … do …, co otrzymam…?, a co, jeśli istnieją smoki, wampiry, elfy…?
.
Koło ruszyło, kręci się do tej pory. I nie zapowiada się na to, żeby kiedykolwiek miało przestać.
.
Sally Green jest jedną z osób obdarzonych wyobraźnią ponadprzeciętną. Z początku, chowając się przed mężem, przesiadując do późna w gabinecie, pisała pierwsze rozdziały swojej książki, a później wspierana przez cały swój „zastęp aniołów” dokonała rzeczy niesamowitych.
.
Natan jest półkodem. W połowie czarodziejem, w połowie czarownikiem. Zresztą nie jedynym. Cały świat roi się od białych i czarnych, jedni magowie żyją w harmonii z ludźmi, którzy oczywiście o ich istnieniu nie mają zielonego pojęcia, inni żywią do nich niewytłumaczalną odrazę.
.
Anglia. To tam Natan spędza swój czas, to tam mieszka. Wraz z babcią i przyrodnim rodzeństwem, żyje w maleńkiej chatce na odludziu. Zgodnie z zarządzeniami Rady, stawia się na oceny, słuchając przy tym babci, by nie zdradzić im niczego.
.
Bo Natan nie jest zwyczajnym chłopcem. Jego ojciec, Marcus, jest prawdopodobnie najbardziej poszukiwanym czarownikiem na świecie, zamordował wielu białych, ale także i czarnych. Jedząc serca swoich ofiar, zyskiwał ich magiczne zdolności. Z kolei matka Natana zmarła, kiedy on był jeszcze malutkim dzieciątkiem. Ściślej rzec biorąc, popełniła samobójstwo.
.
„Zła krew” nie jest książką, którą możecie poczytać młodszemu rodzeństwu przed snem. No, chyba, że jesteście aż takimi sadystami. Debiut Sally Green jest niezwykle brutalną lekturą, co sprawia, że świat wykreowany przez autorkę, odbierany jest przez czytelnika dużo intensywniej. Wartka akcja i główny bohater, do którego nie tyle zapałacie sympatią (okej, może nie wszyscy, wiem, ludzie są różni… przeważnie dziwni), co zrozumiecie poczynania nastolatka, zasady panujące w jego świecie, choć nie to znaczy, że je zaakceptujecie. Podobnie jak i Natan.
.
Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, jak będę się czuła po przeczytaniu książki, wyśmiałabym go. Dobrze, wiedziałam, że to nie będzie byle co, bo jako taką intuicję do książek mam, ale, że „Zła krew” aż tak bardzo przypadnie mi do gustu? Polemizowałabym. Wtedy.
.
Na szczęście Ja przed i Ja po lekturze, to dwie, niemal skrajne postacie. Debiut Sally Green przekroczył moje najśmielsze oczekiwania! Kiedy w książce ukazana była przemoc, dramat głównego bohatera, wydawało mi się, że i ja sama cierpię wraz z nim. Gdy komuś udało się uciec czy szczęśliwie wykonać przydzieloną mu misję, oddychałam z ulgą.
.
A teraz ustosunkujmy się do napisów widniejących na okładce.
.
Czy „Zła Krew” jest podobna do „Harry’ego Pottera” lub do „Tożsamości Bourne’a”? Z całą pewnością jest coś nienamacalnego, co zbliża do siebie powieści Green i Rowling. I nie chodzi mi tu tylko o świat magii, ale także siłę przekazu, morałów, jakie ze sobą niosą. Jak „Zła Krew” ma się do kolejnej książki? Na to pytanie niestety już nie mogę odpowiedzieć, ponieważ nie miałam z nią styczności.
.
Szata graficzna. Ogromnie się cieszę, że wydawnictwo posłużyło się oryginalną okładką. A właściwie tylko częścią niej, bo grzbiet i tył zmodyfikowali, co jednak bardzo im się udało. Brakuje mi co prawda skrzydełek, ale i tak oprawa zyskała u mnie wielkiego plusa.
.
„Zła Krew” pokazuje sporą dawkę chłopięcego uporu, niezłomnej wiary, odwagi, lecz także cienia wątpliwości. Nie wydaje mi się, żebym mogła cokolwiek złego powiedzieć o tej książce. Urzekająca, wzruszająca i tak (piiiiip) cholernie PRAWDZIWA.
.
Nie mogę się doczekać, aż dorwę kolejną część.
.
,,Czy nie lepiej byłoby, zamiast tępić zło, szerzyć dobro?”
 
 
.
5/6
.
Za zagłębienie się w historię Natana dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!
.
GWFoksal.pl
→ by Raven Stark

JULIA. TRZY TAJEMNICE

PRZEDPREMIEROWO!!!

.

Tytuł:
„Julia. Trzy tajemnice”

Autor:
Tahereh Mafi

Wydawca:
Wydawnictwo Otwarte – Moondrive

Data premiery:
24 wrzesień 2014

.

Czasami zastanawiam się, czy polskie wydawnictwa to nie są takie nasze prywatne dobre wróżki. Bo żeby dawać kumulację książek oznaczanych przez czytelników jako „must have” w jednym miesiącu? I to we wrześniu! To pewnie dlatego, żeby umilić nam, czytelnikom, życie, osłodzić kolejny rok, pomóc w pożegnaniu słonecznego lata. Doprawdy, to takie miłe! ^_^ Nigdy nie pogardzę psychicznym podbudowaniem. Zwłaszcza, jeśli jest ono niezbędne do przeżycia kolejnych 24 h.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte po raz kolejny mogłam zanurzyć się w twórczości Tahereh Mafi, powrócić kolejno do świata Warnera, Adama i Julii. Z niecierpliwością odliczałam dni do premiery, a kiedy się okazało, że paczka przyszła te kilka dni wcześniej, nie mogłam się oprzeć, książka pochłonęła mnie bez reszty!

Tak jak już wcześniej wspomniałam, w tym dodatku do serii ukazane są dwie nowele z punktów widzenia głównych męskich postaci oraz dziennik Julki. Zacznę może od samego dziennika, gdyż opisuje on wydarzenia, sytuacje, poprzedzające jej obecność z towarzystwie Warnera, kiedy dziewczyna przebywała jeszcze w szpitalu psychiatrycznym. Oprócz tego zawiera jej refleksje, wspomnienia. To właśnie podczas tych 264 dni pośród czterech ścian powstały te pełne uczuć zapiski.

Jak może się czuć dziewczyna odizolowana od społeczności, zamknięta, pozostawiona sama sobie, porzucona przez własną rodzinę, która się jej wyparła? Jakim trzeba być potworem, żeby zostawić na pastwę losu bezbronną nastolatkę? Julia obarczana była winą za wszystko i wszystkich. Od najmłodszych lat odseparowywana psychicznie od ludzi. Czytając jej dziennik serce się kraje, a łzy płyną falami. Tahereh, posługując się swoim niepowtarzalnym stylem chwyta czytelników w swoją pułapkę, wabiąc nas do niej uprzednio, jak wielki i sprytny pająk małe zagubione muszki. Znów pojawiają te powtarzające się słowa, przekreślane wyrazy, pokazujące nam prawdziwe oblicze, załamania nerwowe, wahania głównej bohaterki. Nie dziwię się, że Warner jeszcze bardziej zakochał się w Julii, nabrał do niej większego ciepła, diametralnie wzrosły jego uczucia do niej (choć i tak już sięgały zenitu). Pewnie sama szalałabym za Julką, gdybym oczywiście nie była hetero…

I Warner. Ach, Aaron Warner Anderson… Czy kiedykolwiek będę miała ciebie dość? Od samego początku polubiłam tego bohatera. Nie dlatego, że pociągała mnie ta jego dark strona, czy perfekcyjny wygląd. Po prostu starałam się go zrozumieć. Dowiedzieć się, dlaczego postępuje tak, a nie inaczej, jaki jest jego tok myślenia, system wartości. Może właśnie dlatego ciągnie mnie do czarnych charakterów. Nie dlatego, że nimi są, tylko dlatego, że fascynuje mnie ich droga jaką przeszli, że znaleźli się akurat w takim położeniu i stali się, kim się stali. Budzi się moja Empatia, bo wyobrażam sobie, ile zła musieli doświadczyć i jak wiele musieli ścierpieć. Warner nie jest wyjątkiem. W „Destroy me”, czyli „tomie” #1,5 Aaron odsłania tę część siebie, którą tak skrzętnie ukrywa przed innymi. Wrażliwy, uczuciowy, samotny. Aż ma się ochotę podejść do niego (ha! gdyby tak się dało!) i go przytulić.

Adam. W pierwszym tomie istna spokojna przystań, w kolejnych częściach coraz częściej bomba zegarowa. Nie powiem, żebym go nie rozumiała. Julia i Warner nie są jedynymi osobami poturbowanymi przez los, Adam także swoje wycierpiał. Dla przypomnienia, Fracture me, nowelka z punktu widzenia Adama opisuje wydarzenia pomiędzy drugim a trzecim tomem. Jestem pełna podziwu dla Kenta, dla jego determinacji. Wiele kłód życie rzucało mu pod nogi i, pomimo, że były też większe kłody, nie upadł, wytrzymywał męki, robił wszystko co mógł, żeby zadbać o Jamesa, swojego młodszego braciszka. Pewnie gdyby nie on, Adam dawno by się załamał, a tak, miał dla kogo walczyć.

„Julia. Trzy tajemnice” przedstawia trzy osoby, skrywające trzy wielkie własne sekrety. Trzy wielkie postacie, walczące z własnymi demonami. Choć istnieją one w zupełnie innym świecie niż nasz, wiele możemy się od nich nauczyć, a przede wszystkim, możemy starać się zapobiec upadkowi ludzkiej cywilizacji, który przez człowieczą chciwość dokonał się w świecie Julii.

Każde słowo Tahereh spijam ze stronic z wielkim namaszczeniem, szacunkiem dla autorki, bo wiem, że nie jest to tylko czcze pisanie. Może i jest to książka, którą określa się mianem młodzieżówki, ale zawiera więcej morałów niż nie jedna książka dla dorosłych.

Tahereh Mafi na długo pozostanie w gronie moich ulubionych autorów. Bo grunt to pisać coraz lepiej, coraz bardziej zadowalać czytelników, podnosić poziom z każdą kolejną książką. Tak właśnie robi Tahereh.

Na koniec kilka słów o polskim wydaniu. Po pierwsze, jeśli wydawnictwo wyda wszystkie części serii, to skaczę z radości, jeśli wyda także dodatki – szaleję, krzyczę, piszę, śmieję się, wszystko na raz! Dbałość o czytelników jest coraz mniej powszechnym zjawiskiem, miejmy nadzieję, że to się zmieni.

Kolejna okładka z magicznym okiem, tym razem zamkniętym. Może tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale widzę w tym zamkniętym oku coś więcej, głębszy przekaz. Jedynym minusem, jaki mogę wytknąć przy tej pozycji, jest cena. Niespełna 35zł za 200 stron, czyli tyle samo, ile za każdą książkę z serii, a które są od tego dodatku średnio 2 razy obszerniejsze.

Ale i tak kocham tę książkę. Jak całą serię, z całego serducha!

6/6

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte! :)

→ by Raven Stark

MIŁOŚĆ BEZ SCENARIUSZA

.

Tytuł:
„Miłość bez scenariusza”

Autor:
Tina Reber

Wydawca:
Wydawnictwo Akurat

Data premiery:
11 czerwiec 2014

.

Bywa, że w naszym życiu pojawiają się osoby, które swoim poczuciem humoru, zdolnością do empatii, uśmiechem utwierdzają nas w przekonaniu, że jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami. Pieniądze nie równają się szczęściu. Ani sława nie równa się szczęściu. Szczęście to umiejętność dawania, bez oczekiwania na zyski. To bezwarunkowa przyjaźń, wzajemne oddanie i, jak to kiedyś ujęła pewna inteligentna osoba, to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli.

Przez, a może dzięki rozpoczęciu nowego etapu życia, zmianie szkoły, poznałam wielu wspaniałych i wartościowych ludzi. Już teraz mogę powiedzieć, że naprawdę szczerze ich polubiłam. Wśród nowo poznanych osób, figuruje M. Dzięki niej dziennie śmieję się tyle, ile wcześniej przez cały tydzień. Fantastyczna sprawa! Zwłaszcza, kiedy ma wenę na „śpiewanie”. Dosłownie wszystkiego. Uświadomiła mi nawet, że istnieje piosenka, którą napisała grupa fanek swojemu idolowi. M nie jest jedną z tych fanek, ona po prostu jest taką osobą, która swoim wykonem lekko parodiuje utwory, przez co nikomu buzia ze śmiechu się nie zamyka.

I tutaj zgrabnie przechodzimy do tematu fanek. Tamte dziewczyny swoją „miłość” do „swojego jedynego” wyraziły za pomocą piosenki. Niezbyt udanej zresztą, ale nie to jest kluczowe. Istnieją takie fanki, które chodzą krok w krok za swoim idolem, śledzą go, nachodzą, nawet popełniają przestępstwa, za które grożą poważne kary.

Ryan Christensen należy do grona celebrytów, którym stalking (delikatnie powiedziane) nie jest obcy. Młody, przystojny, utalentowany. Sławę zyskał dzięki kinowemu hitowi, a rzesze fanek zaczęły napływać do niego drzwiami i oknami. Ale czy wszystko o czym trąbią media jest prawdą? Czy Ryan naprawdę jest taki, jakim go malują? Jakie tajemnice skrywa osoba, o której z pozoru ludzie wiedzą wszystko?

Kiedy rozpoczyna się kręcenie kolejnego filmu, a wierne fanki podążają za Ryan’em krok w krok, z wielką łaską pozostawiając mu jeszcze dostęp do powietrza, spragniony utraconej ciszy i spokoju ukrywa się w pobliskim pubie. Nie przypuszcza jednak, że zagości tam na dłużej.

Powiedziałabym, że książka „Miłość bez scenariusza” to lekka pozycja, ale byłoby to sprzeczne z… z rzeczywistością – lektura liczy sobie 670 stron! Przez swą obszerność, czas czytania wydłużył się niemal dwukrotnie (biorąc pod uwagę grubość przeciętnych książek). Nie oznacza to jednak, że był to czas stracony.

Tina Reber pokazuje czytelnikom jak nieprzewidywalne potrafi być życie. Autorka w umiejętny sposób ciągnie akcję, kiedy dochodzi do zderzenia dwóch kompletnie obcych sobie światów. Odsłania drugie oblicze sław, ich problemy, wśród których są takie, których nie da się rozwiązań, po prostu trzeba żyć dalej i udawać, że nie istnieją. Ryan Christensen okazuje się niezwykle samotnym człowiekiem, a jedyną osobą, która jest w stanie zapełnić dziurę w jego duszy, wydaje się być Taryn Mitchell.

„Miłość bez scenariusza” to przyjemna dla oczu książka, która potrafi wprowadzić czytelnika w dobry nastrój, sprawiając, że będzie  pękać ze śmiechu w komicznych sytuacjach i ronić łzy w momentach rozpaczy. Okazuje się, że miłość, związek dwojga dorosłych osób, wcale nie jest sielanką. I nie będzie, dopóki nie pozbędą się oni największych przeciwników. Nich samych. Bo jeśli ciągle będą stwarzać nowe problemy, to nie będą mieli szans na szczęście, będą tylko niszczyć się nawzajem.

Przyznaję, że momentami było nudno i do bólu przewidywalnie. Miewałam odczucia, że Reber na siłę przeciąga komplikacje pomiędzy zakochanymi, poszerza książkę na wszystkie sposoby. Ta obszerność dała się we znaki i sprawiła, że oceniam książkę tak a nie inaczej, bo gdyby skrócić lekturę, wyrzucić z niej to, co nie potrzebne, nie wiałoby nudną w 3 na 4 sytuacje.

Pomimo wszystkich wad, książce przyczepiam etykietkę „udanej lektury”. Być może to nie są całkiem moje klimaty, nie mniej, polecam książkę miłośniczkom i miłośnikom romansideł!

Książkę można zamówić na 
http://www.empik.com/milosc-bez-scenariusza-reber-tina,p1096759968,ksiazka-p

4/6

Za książkę serdecznie dziękuję empik.com :)

Sklep internetowy empik.com

→ by Raven Stark

MARA DYER. TAJEMNICA

.

Tytuł:
„Mara Dyer. Tajemnica”

Autor:
Michelle Hodkin

Wydawca:
YA! GW Foksal

Data premiery:
10 wrzesień 2014

.

Rozpoczął się nowy [kolejny] rok szkolny. Zajęcia ruszyły pełną parą, tak jak i książkowe premiery. Jak na złość w wakacje nie było wielu książek do upolowania, co diametralnie zmieniło się w przypadku dziewiątego miesiąca bieżącego roku. Kontynuacje kultowych już serii, pierwsze części nowych, ale zapowiadane na równie wysokim poziomie, a także pozycje, które za oceanem zrobiły furorę, a do nas dotarły z „małym” opóźnieniem. Doprawdy, Maro, jak mogłaś? Dzięki Bogu, że GW Foksal zdecydowała się na polskie wydanie tej jakże rozchwytywanej na całym świecie debiutanckiej książki Michelle Hodkin!

Tytułowa bohaterka, delikatnie mówiąc, jest odrobinę niezrównoważona psychicznie. Przynajmniej sama tak twierdzi. Jak i jej rodzice, rodzina, lekarze. A wszystko zaczęło się od zawalenia budynku, w którym kiedyś znajdował się szpital psychiatryczny. Mara za namową trójki przyjaciół wybrała się z nimi na „wizytę” do opuszczonego szpitala. Co tam robili i jak doszło do tragedii? Jak to się stało, że Rachel, Claire i Jude zginęli, a ona ocalała prawie bez szwanku? I… dlaczego Mara niczego nie pamięta?

Żeby ulżyć córce w cierpieniach, Marcus i Indi podejmują decyzję o przeprowadzce na Florydę. Wydawać by się mogło, że w prywatnej szkole wszystko się ułoży, Mara przestanie mieć halucynacje, znikną ataki paniki i dziewczyna raz na zawsze oderwie się od śmierci przyjaciół. Aha, nadzieja matką głupich. Gdy tylko Mara rozpoczyna swoją przygodę w Croyden, w oczy rzuca jej się chłopak, którego ubrania są tak pogniecione, jakby dopiero co wstał z łóżka. Noah Shaw. Człowiek zagadka. Od samego początku miałam wrażenie, że coś z tym gościem jest nie tak, jak być powinno…

Michelle Hodkin swoją debiutancką książką podbiła serca czytelników na całym świecie. Od równego tygodnia i Polska może cieszyć się własną wersją Mary. Autorka urodziła się i wychowała na Florydzie, w Nowym Jorku ukończyła liceum, a w Michigan studia prawnicze. Po przeczytaniu jej książki śmiało stwierdzam, że gdyby podążyła za prawem tylko by się zmarnowała. Michelle posiada nie bagatela talent pisarski i mam nadzieję, że nie przestanie go rozwijać.

Ta książka jest niebezpieczna. Przed przeczytaniem jej zapoznaj się z opisem na okładce, bądź skonsultuj się z autorem lub recenzentem, gdyż każdy tom w niewłaściwym czasie „rozpoczęty” zagraża twojemu życiu lub stopniom w nauce. Brr…!, niepokojące. Śmiem twierdzić, że książka jest za cienka. Co jest dziwne, bo dla mnie 300-450 stron to jest ideał. Tutaj pragnęłabym zagłębić się w książce na dłuższe godziny, niczym w seriach Pani Clare. Wiem, wiem, co za dużo, to niezdrowo… Ale kiedy ja ją tak szybko przeczytałam! Przynajmniej wiem, jakie życzenie bym chciała spełnić, gdybym mogła „użyć” złotej rybki. Chciałabym móc czytać Marę Dyer ponownie, ale tak, jakbym to robiła pierwszy raz, nie znając dalszych partii lektury, nie wiedząc co i jak się potoczy.

Pani Hodkin zafundowała nam ogromną dawkę emocji. Wyposażając książkę w charyzmatycznych bohaterów, pełnych sprzeczności, pokazała, że można łamać schematy i mimo tego tworzyć bestsellery. Plastyczny język, opisy idealnej długości, cięty język Mary, zniewalający uśmiech Noaha… mogłabym w nieskończoność wymieniać plusy książki.

Fakt faktem, że na długo ją zapamiętam i jeszcze wiele razy będę do niej wracać. Bo oprócz tego, że „Mara Dyer. Tajemnica” jest arcydziełem, to ukryte pomiędzy wierszami przekazy, głębsze znaczenia, odnośniki do życia każdego z nas, sprawiają, że książka ta jest arcyarcy.

Jedna z najlepszych książek tego roku. Mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać na kontynuację! :)

6/6

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

GWFoksal.pl

→ by Raven Stark