TATUAŻ Z LILIĄ

.

Autor: Ewa Seno

Wydawca:

Wydawnictwo Feeria

Data premiery:
19 czerwiec 2014

.

Mieliście już kiedyś tak, że uważaliście, że jest tak źle, że gorzej już być nie może? Albo jest tak „gorzej”, że bardziej „gorzejgorzej” nie ma racji bytu? Hahaha. I tu Was nie zaskoczę. Bo kto po takim wstępie się nie domyśli, że status głównej bohaterki będzie się zwać „gorzejgorzej”? Jeśli jednak są takie osoby, to wiedzcie, że coś jest z Wami nie tak. Albo po prostu zapomnieliście dzisiaj o kawie. Ewentualnie o lekach. Nieważne. Now back.

Nina kończy osiemnaście lat. W dniu swoich urodzin kłóci się ze swoim ojcem, po czym jedzie na swoją „imprezę niespodziankę”. Szwenda się tu, szwenda się tam, zagląda do jednego pokoju, do drugiego pokoju, do trzeciego pokoju… w każdym razie w którymś z nich czeka na nią prawdziwy Happy Meal! Znaczy się, tak jakby… Nina, szukając swojej przyjaciółki, organizatorki jej urodzin, znajduje ją. Tyle, że w jednoznacznej sytuacji wysoce intymnej razem z jej chłopakiem. Razem z jej chłopakiem (tak tylko piszę drugi raz jakbyście „nie doczytali”). Od tej pory wszystko idzie się paść.

Pani Ewa Seno zadebiutowała na rynku książką, którą właściwie można uznać za wstęp do serii, bo o głównym temacie [czyt. Antilli] dowiadujemy się dość późno, dodatkowo autorka poskąpiła informacji co do tego świata, więc jest czego wyczekiwać w kolejnych częściach. „Tatuaż z lilią” zaliczam do przystawek. Nie najesz się nią całkowicie, nie wiadomo, co będzie daniem głównym, ale pomimo tego brniesz dalej w to enigmatyczne menu.

Zacznę od minusów, bo kiedyś usłyszałam, że lepiej najpierw coś zepsuć [czasownik wymienny ze względów cenzuralnych], a później zrobić to dobrze, niż najpierw odwalić dobrą robotę, a później coś… zepsuć. Coś, co jest naprawdę irytującym wrzodem na tyłku mózgu czytelnika, zwłaszcza, kiedy książka jest prowadzona w narracji pierwszoosobowej, czyli nieznośna bohaterka. Nie dość, że piękna, mądra, wysportowana, popularna, to jeszcze niesamowicie bogata. Ojej, Nina pokłóciła się z ojcem, ojej, on zginął, ojej, tak jej smutno, ale rany, przecież ma tyle forsy, że zaraz pojedzie na jakieś odlotowe zakupy, podreperuje ego i o wszystkim zapomni. Mniej więcej tak to momentami wygląda. Niby czasami jest taką „spoko” dziewczyną z ciętym językiem, ale są to tylko chwile, w których połowa jest żałosna i do bólu przewidywalna. Ale to jest do poprawy, seria jeszcze się nie skończyła, a konstruktywna krytyka to coś, co jest potrzebne każdemu początkującemu pisarzowi, przynajmniej ja tak uważam.

Czasami trzeba na początku podkreślić minusy, żeby w dalszych dziełach już się one nie powtarzały. Ponadto, byłabym zapomniała, jeśli już, nie daj Boże, ktokolwiek umieszcza w swojej książce taką bohaterkę, okej jeden chłopak, może być. Ale trzech, nie wliczając tego byłego? To chyba rekord. Taaak, wątek  miłosny jest też do podreperowania i, błagam, niech Pani [tudzież bezpośredni zwrot do Pani autorki] da Ninie porządnego kopa w następnych częściach, niech nie będzie taką idealną, empatyczną dziewczyną, bo takie książki większościom czytelników przychodzą z niebywałym trudem.

A teraz, kiedy tak się wyżaliłam nad wadami (przepraszam najmocniej, ale ktoś musiał i to byłoby niezgodne z moim sumieniem, gdybym nie poinformowała innych o tym, że książka to Potterem nie jest, żeby już jako debiut okazać się fenomenem), przejdę do przyjemniejszych spraw. Na polskim rynku (mam tu na myśli polskich pisarzy) mało jest autorów, piszących w takiej tematyce, przynajmniej nie spotkałam się do tej pory z wieloma. Język jest przystępny, szybko się czyta, informacje łatwo wchodzą do głowy, nie trzeba cofać się kilka kartek wstecz, żeby sobie przypomnieć o czym był dany fragment.

Jeśli chodzi o pozytywnych bohaterów, w tym sensie, że ich polubiłam, to są to Kate i Nick. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach będzie ich więcej. Nie wyrobiłam sobie jeszcze zdania co do Alexa, bo nie wiem, czy w końcu nie okaże się zupełnie inną osobą, niż „krążą plotki”. Jeśli chodzi o pozytywy, to z pewnością można do nich zaliczyć odpowiednią obszerność lektury. Gdyby było więcej, czułabym się ociężała, a przy mniejszej ilości pozostałby niedosyt.

Chcę pochwalić autorkę, za stworzenie zupełnie nowego, oryginalnego pomysłu, co do Antilii (chociaż przyznam się bez bicia, że po opisach kwiatów księżycowych i po wyglądzie okładki na myśl nasunął mi się Avatar, ale to po prostu ja, za dużo filmów tego typu i człowiekowi miesza się fikcja z rzeczywistością). Nie ma wampirów, wilkołaków, ufff! Jest wspomniana za to Akademia Wampirów, ironicznie, której ekranizację na dniach akurat oglądałam (książek nie czytałam, za dużo tej tematyki na rynku, a film był nudny jak flaki z olejem, pooglądałam do końca tylko ze względu na Christiana Ozerę, czy jak mu tam – niby czarny charakter, świrus, a podtrzymywał jakoś całość).

Niebywałą pomoc okazało Wydawnictwo, które solidnie wykonało swoją pracę i skonstruowało piękną okładkę. To na pewno pomoże debiutującemu autorowi.

Może i nadzieja jest matką głupich, ale jeśli nie ona, to co? Ja wierzę w Panią Ewę, bo wiem, że wiara innych potrafi zdziałać cuda. Obiecuję także, że będę ją wspierać mentalnie do zakończenia serii. Co poradzić, kocham klimaty Antilii, zamki, suknie do kostek… czekam na więcej!

5/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria

→ by C.C.Clouds

7 Komentarze

  1. hejkaa
    dawno mnie tu nie było ;))
    przepraszam za nieobecność ;)
    co do książki, to chyba kiedy ostatnio szukałam w księgarni „niezgodnej”..to ten tytuł albo ta okładka wpadła mi w oczy ;)
    fabuła taka polemizowana, nie czytałam nigdy czegoś podobnego ;) mam nadzieję, że uda mi sie to kiedyś przeczytać ;) ostatnio takie gatunki są w moim klimacie ^^

  2. Nie no muszę to przeczytać, bo każdy wychwala tę książkę.Ale będę musiała poczekać na jakieś wyprzedaże, bo wyczerpałam całą kasę przeznaczoną na książki :(

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.