RED RISING. ZŁOTA KREW

Autor: Pierce Brown

Wydawca:
Wydawnictwo Drageus

Data premiery:
6 marzec 2014

Po globalnym zamieszaniu, jakie wywołały w księgarniach „Igrzyska Śmierci” i „Percy Jackson”, czas na „Red Rising”.

Darrow jest Czerwonym, którego, można powiedzieć, od Złotych w hierarchii dzielą setki kilometrów. Jego ojczyzną jest Lykos, rodakami lambdy, a pracuje jako Helldiver. Jest jedną z najważniejszych osób, przy wydobywaniu helium-3. Rządzący mówią, że Czerwoni są pionierami. Ciężko pracują, by udało się przeterraformować planetę, którą znają od urodzenia, zwaną Marsem, by zaistniała możliwość przeniesienia ludzi z przeludnionej Ziemi, na nową planetę. Świat Darrowa rządzi się swoimi prawami. Społeczeństwo podzielone jest na kolory, od Czerwonego, poprzez Zielony, Niebieski, Fioletowy… aż po Złoty. Pomimo młodego wieku, życie go nie oszczędza. Szesnastolatek zmuszony był parę lat temu patrzeć na śmierć ojca, a teraz ma stracić kolejną bliską mu osobę.

Żeby zemścić się na Złotych, dołącza do Tancerza, do Aresa. Przechodzi diametralną zmianę, zarówno jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Uczy się zachowania, mowy, sposobu poruszania się swoich wrogów. Oczywiście następuje to dopiero po długotrwałej rekonwalescencji. Zanim zmienia się w istne odzwierciedlenie Adonisa, Mickey „zagęszcza” mu kości, usuwa wszystkie blizny, powstałe dotychczas, zdziera z niego skórę, wyrywa włosy wraz z cebulkami z całego ciała. By całkowicie przeistoczyć się w Złotego, Darrow traci swoje czerwone oczy i pozwala zastąpić je miodowymi, typowymi dla niezwyciężonych. Podstępem wchodzi w ich stado, by rozpocząć wędrówkę na sam szczyt, by spełnić misję, ale też, żeby zemścić się na ArcyGubernatorze za wydanie rozkazu zabicia jego cząstki, cząstki jego rodziny.

W środowisku chłopaka istnieje charakterystyczny sposób karania największych zbrodniarzy. Odbywa się on poprzez powieszenie złoczyńcy. Jednak zbyt mała grawitacja Marsa nie ułatwia samego procesu. Dlatego członkowie rodziny dostępują tego „zaszczytu” i, jeśli chcą, mogą skrócić męki bliskiego przez pociągnięcie go za nogi, a co za tym idzie – złamanie mu karku.

„Red Rising. Złota krew”, co jest co najmniej ultra zadziwiające, jest debiutem Pierce’a Browna. Książka ta stanowi wstęp do trylogii. Jeśli taki jest początek, to ja podziękuję. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, oczywiście! Autor jest posiadaczem nietuzinkowej wyobraźni, a czytelników wciąga w jej świat w bardzo umiejętny, fascynujący sposób. Niby już tyle książek o tej tematyce się pojawiło, a jednak nigdzie nie znajdzie się takiej samej. Podczas czytania nie warto się przyzwyczajać do czegokolwiek, bo jeśli to zrobimy, to Brown na następnej stronie wyskoczy nam z taką bombą, że będziemy musieli wrócić kilka kartek wstecz i przeczytać jeszcze raz, żeby uwierzyć. To nie jest tak, że takich niespodzianek jest tylko parę. One pojawiają się na każdym kroku. I to jest zapewne jedną z największych zalet tego Pana.

Nie bez powodu porównałam „Red Rising” do „Igrzysk” i „Percy’ego”. Choć, pamiętajcie, porównanie, to nie zestawienie dwóch takich samych rzeczy. Istnieją pewne podobieństwa, ale są one nikłe, nie wywierają większego nacisku na akcję. W książce pojawia się „nauczyciel” Darrowa, Matteo. Pokazuje mu jak się zachowywać, żeby nikt nie podejrzewał, że tak naprawdę jest Czerwonym. Po wykrzyknięciu przez niego zdania „Maniery!”, od razu przytoczyła mi się na myśl Effie Trinket. Nicią splatającą obie historie jest także stały monitoring podczas walki Wybranych z innymi Domami. W powieści Pierce’a Browna pojawiają się także starożytni bogowie, w odróżnieniu od „Percy’ego” – rzymscy.

Nie wiedziałam, że książka wywoła we mnie tak skrajne emocje. Nie licząc naturalnie ciągłych niespodzianek, czyhających w każdym rozdziale – dodam, że autor nawet pod koniec nie przestaje zaskakiwać, a co dopiero na ostatniej stronie! – „Red Rising” pełna jest siły i słabości, zaciętości i zmęczenia, sprytu i głupoty. Jest ona przepełniona skrajnościami, aż od nich kipi. Uważajcie bo się poparzycie! Ale czasami blizny są czymś normalnym w drodze do celu, nawet tej z pozoru prostej. Blizny na ciele można jeszcze usunąć, lecz te psychiczne pozostają z człowiekiem do końca życia.

A Ty? Co byś zrobił gdybyś mógł zostać bogiem?

6/6

Za nieprzespane noce (a właściwie jedną!) dziękuję Wydawnictwu Drageus

→ by C.C.Clouds

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.