PIOSENKI DLA PAULI

Tytuł: ,,Piosenki dla Pauli”

Autor: Blue Jeans

Wydawca:

Wydawnictwo Jaguar

Data premiery: 04.18.2012

Siedemnastoletnia Paula flirtuje na czacie ze starszym o pięć lat dziennikarzem muzycznym, Angelem. Nadchodzi chwila spotkania w realu. Angel haniebnie spóźnia się na pierwszą randkę. Czekając na niego w kawiarni, dziewczyna poznaje przystojnego Alexa, który czyta przypadkiem tę samą książkę, co ona…

Każdy człowiek o coś walczy w swoim życiu. Jedni o miłość, inni o zaufanie. Jeszcze inni o słoik nutelli z młodszym rodzeństwem. Ja wygrałam marzenia. A przynajmniej część z nich. Znasz to uczucie, kiedy walczysz o coś tak długo, że cały entuzjazm, jaki w sobie miałeś/aś zdążył już wyparować, tak samo jak twoje szanse na powodzenie? Mówią, nadzieja umiera ostatnia. Albo też, nadzieja matką głupich. Jak kto woli. Ale to ona trzyma nas przy życiu. Bo jeśli nie nadzieja, to jaki byłby sens robienia czegokolwiek? Nigdy nie wolno przestać wierzyć, nie wolno pozwolić innym, a w szczególności sobie, zdusić to ziarnko nadziei. Przeciwnie. Trzeba pozwolić mu rosnąć i nie dopuścić, by zwiędł. Trzeba się o niego troszczyć.

I co? I zaczyna to przynosić efekty w tym momencie, kiedy kompletnie się tego nie spodziewasz. Bo wiara czyni cuda. 

Blue Jeans, pozwolę sobie skrócić do BJ, sam się o tym przekonał najlepiej. Początki jego powieści publikowane były w internecie, gdzie wielki entuzjazm czytelników sprawił, że powieść wydano w formie książkowej. Czy słusznie? Czy ta książka naprawdę jest hitem? Czy to po prostu powstałe wyolbrzymienie na potrzeby marketingu? 

Główną bohaterką jest niespełna siedemnastoletnia Paulita, która przez internet poznaje o pięć lat starszego dziennikarza muzycznego, Angela, marzącego o wielkiej karierze. Zaczynają się do siebie zbliżać, coś ich do siebie ciągnie, ale czy nie jest to po prostu spowodowane tym, że nie widząc się na żywo panuje w ich rozmowach swobodna atmosfera? Nadchodzi czas, kiedy postanawiają się spotkać w realu. Paula, wyposażona w, doprawdy żenujący, plecak z atomówkami, czeka na swojego rycerza, która ma przygalopować z czerwoną różą w gębie. No prawie. Angel spóźnia się.  W ostatniej chwili szef zlecił mu wywiad ze sławna piosenkarką, Katią. W tym czasie Paula poznaje Alexa, chłopaka, również dwudziestodwuletniego, który czyta taką samą książkę, jak ona. Przeżywają miłe chwile w swoim towarzystwie, podstępem Alex zamienia książki, wpisując w środku swojej adres mejlowy, mając nadzieję na kolejną rozmowę, czy też dwie, z Paulą. Kiedy dziewczyna zamierza w końcu opuścić kawiarnię, wpada na swojego ukochanego. I tak zaczyna się totalny mętlik.

Przy czytaniu książki miałam wrażenie, jakby gość z megafonem wykrzykiwał mi do ucha akcja. Książka jest pisana w czasie teraźniejszym, co przypomina bardziej scenariusz filmu, aniżeli powieść. Do cz.teraźniejszego można się jeszcze przyzwyczaić. Ale niesamowicie wkurzające były nagłówki: godzina szósta pewnego marcowego poranka… godzina… pewnego marcowego poranka… godzina… tego samego marcowego poranka w innej części miasta. Naprawdę wykracza to poza granice mojej cierpliwości. A co absolutnie nie wchodzi w grę? Sam wątek romantyczny! Po prostu BJ go zmasakrował. Naprawdę lubię love story i takie tam. Ale w każdej książce czytelnik ma mniej więcej pojęcie jak wyglądają sprawy sercowe, a tu nic! Niby ciągle jest: Kocham cię… Ja ciebie też kocham!… buzi, buzi… cium, cium; tyle tego, że aż zbiera się na wymioty, ale mniejsza z tym. Czytelnik wie w jakim kierunku pnie się niteczka miłości. Kto z kim, itd, itp. Autor pozwala wtedy myślom odbiorcy na popuszczenie wyobraźni, daje poczucie stabilności. A tu nic! (rozumiecie o co mi chodzi?). Nie wiadomo czy to Angel jest the best i do niego czytelnik ma się przywiązywać, czy Alex, czy jeszcze Mario. I nie podoba mi się fakt, że Paulita jest ta dziewczyną, na którą lecą wszyscy faceci, która ma to coś, a inne są poszkodowane. Według mnie jest trochę… zbyt idealna? Nie! Po prostu każdy uważa ją za naj, jak i ona sama.

Nie wiem czego ta książka ma uczyć, bo z każdej płynie jakiś morał, prawda? Niby co z niej można się dowiedzieć? Że najważniejsze w świecie to mieć chłopaka, psiapsiółki, stracić dziewictwo przed szesnastką, użalać się nad sobą? Nie wiem. Można po prostu to ja jestem taka tępa, że niczego nie skumałam w „Piosenkach dla Pauli”. Ale moje zdanie znacie. Momentami, aż za mdłe z tych buzi, buzi, kocham, kocham, a przede wszystkim bardzo cienkie i żałosne. Istna strata czasu, a książka ma ponad 600 stron. Uwierzcie mi, lepiej poświęcić ten czas na inne czynności, bo przy debiucie BJ, tylko się go zmarnuje.

Podsumowując: istne dno, nie polecam nikomu!

1,5/6

Książkę otrzymałam dzięki stronie Kotek.pl, dzięki ludziom tam pracującym.

-> by chmurka

6 Komentarze

    • może to po prostu nie jest książka dla mnie ;) ale czytałam „Miłość flirt i inne zdarzenia losowe” Jennifer Echols i tamto jest na o wiele wyższym poziomie. Ale jak ktoś lubi to niech czyta i to ;)

  1. Brr, dzięki za ostrzeżenie, czasami biorę takie książki z biblioteki, gdy nie ma nic innego i potem przez miesiąc cierpię, próbując to przeczytać, bo wiem, że sama bym lepiej napisała! Tego też nie rozumiem w książkach-czy w głównej bohaterce muszą się wszyscy zakochiwać od razu? To aż nudne. Naprawdę z radością przeczytałam „Maskaradę” Pratcheta, gdzie główna bohaterka jest… co najmniej nie urocza, praktyczna i zdecydowanie nie w niej zakochuje się połowa bohaterów, na czym akcja tylko zyskuje.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.